Nie ma jednego, pewnego sposobu na uzyskanie najpełniejszego
doświadczenia filmowego. Zanim przystąpimy do oglądania, można o filmie
wiedzieć cokolwiek, bądź nie wiedzieć nic, no i jest jeszcze całe spektrum sytuacji
pośrednich. Każda z opcji ma swoje wady i zalety. Bywa, że wiedząc cokolwiek o
filmie, psujemy sobie nieświadomie zabawę, pozbawiamy się radości płynącej z
tajemnicy, którą życzliwy recenzent był łaskaw zdradzić. A niewiedza, to jak
skok na główkę do zamulonej wody. Emocje są, ale taka zabawa może się źle
skończyć.
Przygoda z Sucker Punch była dla mnie jak skok z niedużej wysokości, ale na wyjątkową
płyciznę. Głowa boli wciąż. Boli też szyja i ten ból to jedyne co powstrzymuje
przed kręceniem nią z niedowierzaniem. Jeśli chcesz się przestrzec i oszczędzić
sobie tytułowego „frajerskiego ciosu”, to…
