![]() |
| pow. tzw. "nowa polska szkoła plakatu" |
Polska komedia romantyczna to osobny gatunek kina. Rzecz
absolutnie hermetyczna, istniejąca tylko i wyłącznie w promieniu kilkuset
kilometrów od koryta Wisły. Przygotowana zwyczajowo przez bandę
nieutalentowanych cyników dla widza, który ma problem z jednoczesnym czytaniem
napisów i spożywaniem pop-cornu. To forma rozrywki, która nie śmieszy.
Dostarcza jedynie pretekstu do rechotu. Wiadomo, jak jest: tu dupa, tam kawałek
cycka, ktoś się wypier*oli, czasem wyje*ie… No, generalnie fajnie jest. Można
zarżeć, zarechotać. Multipleksy wciąż intensywnie zapraszają na – Wyjazd
integracyjny. Mniej intensywnie czynią to aktorzy, którzy użyczyli
swoich facjat do promowania tegoż przedsięwzięcia. Za to Ci, którym srebrny
ekran umożliwił bilokację i występują jednocześnie w Listach do
M. na tę – polską komedię romantyczną z dopiskiem „bożonarodzeniowa”
zapraszają bez żenady. Czy List do M. to
kolejny (słaby) powód do rżenia, czy też po prostu przyzwoity film? A może to
wyłącznie efekt tzw. „magii świąt”? Jeśli chcesz wiedzieć czy Franek uśmiechał
się na Listach… wiesz
co robić.

